niedziela, 11 sierpnia 2013

7. "Ale Wyrwał, Dzik, Tak i Nie czyli konwersacja z Zaworem, refleksja Zbyszka, Halo Gośka"

zaplecze kuchenne, hala Podpromie

Nasza ekipa uporała się ze sprzętem i wyruszyliśmy na poczęstunek. Ustawiliśmy się grzecznie w kolejce po zupę. Kiedy Igła mnie zobaczył od razu zaczął mnie zaczepiać. Zibi, który stał za mną zaproponował, abym usiadła z nim, Krzyśkiem, Kurkiem i Kubiakiem. Zgodziłam się, czemu nie.
- Ale nogi! Kupuję ten stół - wyrwało się Iglastemu, kiedy podeszłam do stolika siatkarzy.
- Działasz na mnie rozpierdalająco - odcięłam się i zabrałam za grochówkę.
- Ciekawe co przyniosą na deser ? - zastanawiał się głośno Kubi.
- Ja obstawiam, że galaretkę - powiedział Zibi z pełną buzią.
- Albo coś czekoladowego - dodał Igła.
- Nie, ja myślę, że owoce jakieś. Żeby zdrowo było -stwierdził Kurek.
- Tak jasne. Dzika na złotej tacy przyniosą - zironizowałam, bo od ich ciągłego paplania zaczynał lansować się mózg. 
- Dzika tak jakby już mamy - zaśmiał się Kuraś, a reszta  mu zawtórowała. 
- Oj tam, oj tam - dotarło do mnie co powiedziałam i zaczęłam niezdarnie mieszać łyżką w misce. Nasz 'dzik, który poszedł w żołędzie' cieszył się jak mysz do sera, albo raczej jak dzik do żołędzia... o.O
Na zaplecze wjechały dwa duże stoły zawierające owoce, słodkości i koktajle.
- No i kurwa, takie pierdolenie kota w bambus. Nie ma dzika - zasmuciłam się stając przy stołach.
Powinnam ograniczyć wulgaryzmy. Ale przy chłopakach i tak jestem zerem w tej kwestii. 
Nakładałam sobie właśnie sałatkę, kiedy obok mnie wyrósł Bartosz K. z talerzem.
- Ja cię chyba skądś znam - zaczął. 
- Ohoho. Już drugi raz dziś to słyszę. Autografy potem... - zażartowałam, a Kurek się zaśmiał.
- Naprawdę gdzieś cię już spotkałem - nie dawał za wygraną.
- Jaki ten świat mały - odparłam z miną myśliciela.
- Dzisiaj chciałaś zabić mnie piłką, ale to nie to.. Widziałem cię wcześniej.
- Co?! To nie było zamierzone. Ty wylazłeś zza drzwi tak nagle - broniłam się.
- A co, zapukać miałem? - oj panie Kurek. Grabisz pan sobie.
Wzięłam głęboki oddech i oparłam się nadgarstkiem o stół. Przeniosłam wzrok na Bartka.
- Mecz Asseco Resovia Rzeszów vs Skra Bełchatów. Hala Podpromie. Gabinet numer 4. - powiedziałam szybko. Kurek wytrzeszczył oczy.
- Wiedziałem! To byłaś ty -uśmiechnął się. - Najpierw mnie nawyzywałaś, a potem szybko uciekłaś - jego mina zrzedła. Chwyciliśmy za talerze i skierowaliśmy się do stołu, gdzie siedziała reszta.
- Nie - oburzyłam się. - To ty byłeś niemiły - odparłam atak.
- Nie prawda.
- Prawda.
- Nie.
- Tak.
- Tak.
- Nie - kurczę, chyba wziął mnie podstępem. - Ugh, Kurek ty mnie nie uruchamiaj!
- Spokojnie yy.. - zaciął się na chwilę. - Właściwie to jak ci na imię?
- Liliana - wtrącił Igła.
- Lili..Lj..Lijiliana ? - on robi to specjalnie, czy jest taki głupi..?
- Lilka. Mówcie mi Lilka - zwróciłam się do siatkarzy tak, jakbym tłumaczyła matołowi pięćdziesiąty raz ile to jest 2x2. - Ewentualnie Lila - odgryzłam kawałek jabłka.
W trakcie posiłku dowiedziałam się, że przez kolejne trzy dni siatkarze, w tym samym składzie co dziś, również do nas zawitają. Kubiak jest święcie przekonany, że jutro odbębnimy trening siłowy. Umarłam. Dowiedziałam się jeszcze jednej rzeczy, nieco przyjemniejszej, a konkretnie...
- Impreza ?! - krzyknęłam podekscytowana - Kiedy?
- Na zakończenie zawsze organizują potańcówkę. To znaczy 'spotkanie integracyjne sportowców' - szybko zreflektował się Zbyszek.
- Sretetete. Wieś tańczy i śpiewa - prychnęłam.
- Wciśnij się tam w jakiś outfit. Ale taki wiesz.. nie na wesele, ale na pogrzeb też nie. Rozumiesz? - przez moment patrzyłam na Igłę z otwartymi ustami ze zdziwienia. Ignaczak i ta jego filozofia. 
- Rozumiem Cię tak, jak matematykę - przytaknęłam i zajęłam się pyszną sałatką.
Posiedzieliśmy jeszcze z 15 minut, kiedy doznałam szoku spoglądając na zegarek.
- Spóźnię się! Znowu! - wydarłam się tak, że cała stołówka patrzyła teraz w moją stronę. Olałam to. - Ja muszę biec już, cześć, fajnie było, do jutra - mówiłam w biegu do chłopaków. 
perspektywa siatkarzy
 
- Jak tak na nią patrzę to wyczuwam u siebie nadchodzący atak epilepsji - powiedział Kurek patrząc przerażonym wzrokiem na miejsce, gdzie przed chwilą siedziała Lila, a następnie na drzwi, przez które opuściła salę w ciągu mikrosekundy.
- Jak Cię wkurwia to co widzisz, to po prostu nie patrz - Kubi wyraził swoją jakże inteligentną radę.
- Ty, a widziałeś jej ataki? - Zbyszek zapytał konspiracyjnym szeptem Igłę.
- No. Ale urwał! - Krzyś podjarał się tak jak Klaudia, kiedy Lila opowiadała o spotkaniu z Zaworem.
- Chyba Wyrwał! - Misiek wykonał banana nawijając jakieś zielone glony z morza na widelec. Koledzy popatrzyli na niego pytającym wzrokiem. - No co ^^ Tak się składa, że poznaliśmy się dzisiaj nieco bliżej i poznałem jej nazwisko.
- Co masz na myśli mówiąc 'nieco bliżej'? - zapytał Zawór.
- Musicie wiedzieć, że Lilka kibicuje Jastrzębskiemu, więc pogadaliśmy - Michał wypiął dumnie pierś. - I gra z numerem 13, a ludzie grający z numerem 13 są zajebiści.
- Misiu jaki ty skromny jesteś. A tak w ogóle to Dziku jak ci smakowało? - roześmiał się Bartman. W końcu nasz Misiek również gra z 13. Stąd ta sympatia do młodej atakującej. Wszystko jasne. A to powiedzenie? Klasyk w Reprezentacji.
- Jak żołędzie - wyszczerzył się Kubiak.
- Jak kunie rabarbar - odezwał się Kurkowy głos.
- Zaraz wracam - oznajmił Zbychu i wstał od stołu.


perspektywa Lili

Zdążę. Zdążę. Zdążę. Zdążę. Zdążę. Zdążę - powtarzałam w myślach, szybko przebierając się w moje ubranie. Wrzuciłam strój treningowy do torby i wybiegłam z szatni. Kierunek Uniwersytet Rzeszowski. Ja chyba zrobię dziś maraton życia jak tak dalej pójdzie.
- Hej! Zgubiłaś coś! - usłyszałam za sobą męski głos i natychmiast się odwróciłam. Gdzieś ze strony męskich kibli wyłonił się Zbyszek. Trzymał w ręku mojego oczojebnego, czerwonego adidasa.
- Ooo, dzięki Zibi. Sorki, ale bardzo się śpieszę - wyrwałam mu buta z dłoni i wsadziłam do torby w pośpiechu ją zapinając. 
- Widzę - usłyszałam ciche słowa Bartmana. Że podłoga przy wyjściu ślizga wykonałam profesjonalny drift w trampkach i pognałam przed siebie. Może jeszcze zdążę na włoski. Co ja gadam, puknij się w łeb Wyrwał. Musisz zdążyć. Zdążysz!

"It's too cold outside
For angels to fly"


perspektywa Zbyszka Bartmana
 "Ooo, dzięki Zibi. Sorki, ale bardzo się śpieszę" - powiedziała zabiegana szatynka i tyle ją widziałem. Jest interesująca. Bardzo. Nie w sensie, że patrzę na nią jak na większość dziewczyn, które są przygodą na kilka dni lub jedną noc. Zaimponowała mi swoją walecznością na boisku, skupieniem i oddaniem. Ale kiedy opuszcza parkiet jest zupełnie inna. Wiecznie roztargniona i zabiegana. Muszę przyznać, że nie znam pozytywniejszej dziewczyny od niej. Znam ją dopiero kilka godzin, ale ona ma w sobie wszystko co powinna mieć prawdziwa kobieta. 
Co ja pieprzę? Bartman obudź się. Kobieta? Ona ma tylko 19 lat i jest kompletnie zakręcona na punkcie siatkówki. Nie w głowie jej faceci. Przynajmniej wygląda na taką, której nie może mieć każdy. Jest wyjątkowa.
Co się ze mną dzieje? Cholera, chyba za długo jestem sam. Zaczynam wariować.
Mimo wszystko chciałbym ją bliżej poznać. Uważam, że jest świetną siatkarką i ...ładną. Tak. Lila jest zdecydowanie ładną dziewczyną - uśmiechnąłem się sam do siebie na to stwierdzenie, które pojawiło się w mojej głowie. 

"And they say
She's in the Class A Team
Stuck in her daydream
Been this way since eighteen"

perspektywa Lilki
- Buongiorno - przywitałam się po Włosku pakując się do sali wykładowej. Rektorka nawet nie zwróciła uwagi na moje wtargnięcie i kontynuowała wykład. Zajęłam miejsce obok mojego kumpla, Kamila. 
-  4 minuty i 26 sekund przed czasem - odezwał się chłopak patrząc na swój zegarek.
- Co ty do mnie rozmawiasz? - usiłowałam znaleźć w torbie notatnik i długopis robiąc przy tym niezły hałas. Dziwne, że babka jeszcze nie zwróciła mi uwagi.
- Kwadransik studencki - olśnił mnie kolega.
- No... - zanurkowałam pod ławkę - Tak - dokończyłam wyławiając spod niej długopis. - Coś ważnego mnie ominęło?
- Nie wydaje mi się. Masz moje notatki, możesz przepisać jeśli chcesz - wzięłam zeszyt Kamila i rozpoczęłam przepisywanie. Zajęło mi to 10 minut. Następnie już w 100% ogarnięta wsłuchiwałam się we włoskie świergotanie rektorki.
 - Nie nawijaj tak, bo ci taśmy zabraknie - po moich słowach sporo studentów dławiło się śmiechem. Spora liczba dostała nagle ataku kaszlu usiłując go stłumić. 
Jak można tak zanudzać? Od 35 minut pół sali śpi. To ja już lepiej się na pogrzebie bawię...
Kilka minut przed końcem wykładu zadzwonił mój telefon, którego oczywiście zapomniałam wyciszyć. Nawet nie zwróciła na mnie uwagi. Znowu. Czuję się ignorowana -.- xd
- Przynajmniej nauczyciel powinien uważać na lekcji - westchnęłam odrzucając połączenie od Gośki.
Lekcja dobiegła końca, co równało się z dziękowaniem Zbawicielowi. Czyli dzwonkowi ; )
Wyciągnęłam telefon z kieszeni kurtki i oddzwoniłam do przyjaciółki.
- Halo, Gośka..Ale, że co? .. Gdzie ty jesteś?.. JAK TO W SZPITALU?!
_____________________________________________________________

Cześć
Tak sobie czytam ten rozdział i stwierdzam, że Zbyszek chyba wypił za dużo koktajlu z truskawek. Ja jebie. Jaki mózg xd ( nie żebym ja to sama wymyśliła, ale mniejsza o to xddd )

 Końcówka trochę straszna, ale ja lubię męczyć moich bohaterów ♥



 ^
 |
Krzysztof sieje postrach nie tylko w siatkarskim świecie XD

Ciao makao ; *
+ komentujcie, dodawajcie do obserwowanych, zostawiajcie adresy swoich blogów.



 

piątek, 9 sierpnia 2013

6. "Trzynasty ♥, trening z siatkarzami, sprzątanko, walka Winiara i melanżowanie przy grochówce potem."

13 październik 2012, Rzeszów, mieszkanie Lilki i Gośki
muzyka (odsłuchujcie zawsze piosenkę w rozdziale,tworzy klimat)

Otworzyłam oczy i spojrzałam na budzik.
- 8:15 - wymamrotałam otulając się kołdrą, po czym przewróciłam się na drugi bok - JEZUS MARYJO! ZASPAŁAM!! - krzyknęłam podrywając się z łóżka i wybiegłam do łazienki. Po drodze zaliczyłam glebę potykając się o torbę treningową. W mgnieniu oka umyłam zęby, ubrałam się, chwyciłam torbę i wybiegłam z domu.
" by żyć musisz chwytać dzień
Wstań by biec, bo istnieć nie znaczy żyć
Weź się w garść, ten dzień jest twoim dniem
A wierzę, że będzie dla każdego z nas "
perspektywa Klaudii

Z pokoju Lilii dobiegł mnie przerażający krzyk, a konkretnie "JEZUS MARYJO! ZASPAŁAM!!". Nie dziwię się jej. Od rana jest na uczelni, po południu ma treningi, a do północy siedzi nad książkami. Do tego potrafi powtarzać materiał oglądając mecz siatkówki. Podzielna uwaga to coś czego jej zazdroszczę ; p 
Minęło 10 minut i tyle ją słyszałam, a raczej słyszeliśmy, bo z pewnością obudziła pół osiedla. Gośka już na uczelni, a panna Wyrwał ma trening. Kurczę, ale ona ma szczęście, że spotkała tego Kurka...
Rozmarzyłam się i z błogim uśmiechem na ustach zasnęłam.

powrót do perspektywy Lilki

 Znalazłam się przed domem i zastanawiałam co mam dalej zrobić. Gośki nie ma, więc mnie nie podwiezie. Nie wiem jak kursuje tu komunikacja miejska także nici. 
- Dacie radę? - spojrzałam na moje kochane trampki. - No, to lecimy - zaczęłam biec po ulicach Rzeszowa. Dobrze, że kondycję mam nie najgorszą. Pewnie musiałam wyglądać jak debil z tą wielką i ciężką torbą zasuwając sprintem. Nic co pojebane, nie jest mi obce.
Usłyszałam pisk opon, trąbienie samochodów i drzwi uchylające się od czarnego wozu. Właśnie wtargnęłam na przejście dla pieszych. 
- Przepraszam! - rzuciłam szybko i pobiegłam dalej. 
Do hali dotarłam zdyszana, z potarganymi włosami i otwartą torbą, z której prawie wypadły mi adidasy.
- Cześć dziewczyny! Zdążyłam? - zapytałam wchodząc do szatni, gdzie zastałam klubowe koleżanki gotowe do wyjścia na parkiet.
- Jeśli w 2 minuty zdążysz się przebrać .. to tak - uśmiechnęła się Anka.
Czym prędzej wcisnęłam się w strój treningowy i wyszłam na halę. Trening jak zwykle rozpoczął się rozgrzewką, a potem w parach ćwiczyłyśmy z piłką.
- Normalnie nie mogę uwierzyć, masakra - Anka była podjarana jak węgiel (Jastrzębski Węgiel xd)
- Ale o co chodzi? -zapytałam podbijając piłkę nad sobą.
- No tak! Przecież ty nie wiesz - puknęła się w czoło. - Zanim przybiegłaś trener Buszko powiedział, że na dzisiejszym treningu, będą siatkarze z Reprezentacji. W ramach jakiegoś tam projektu wiesz.. - machnęła ręką - poodbijamy z nimi piłkę, potrenujemy. W końcu jesteśmy drugim najmocniejszym uniwersyteckim klubem w kraju i podobno takie rzeczy są tu często organizowane.
Słuchałam jej jak zahipnotyzowana. 
- Nie dysz tak, bo powietrza zabraknie - powiedziałam w końcu i zabrałam się za ćwiczenie ataku.

Właśnie stanęłam na 9 metrze w celu przećwiczenia zagrywki. Uderzyłam piłkę z całej siły, która obiła się o ścianę..koło drzwi..przy wejściu na halę z drugiej szatni..z której właśnie wyszedł ktoś..ktoś mierzący ponad 2 metry wzrostu.
- BARTEK KUREK!! - krzyknęła jedna z dziewczyn siedzących na trybunach. Zeszło się trochę wiary, żeby popatrzeć na siatkarzy.
Siatkarz zmroził mnie wzrokiem, w którym można było dostrzec zaskoczenie. Oberwanie zagrywką ponad 100 km/h jest bolesne. Wziął piłkę w ręce, obrucił kilka razy i odrzucił w moją stronę. Niech nie myśli, że mu podziękuję. W końcu przed chwilą prawie go nie zabiłam ;D
Po wejściu naszej gwiazdy na hali pojawili się również Zbigniew Bartman, Krzysztof Ignaczak, Michał Winiarski, Michał Kubiak oraz Łukasz Żygadło. Towarzyszył im Andrea Anastasi.
- Uwaga! Zbiórka - zarządził Grzesiu. Nasz trener. Mówimy na niego tak zdrobniale, ponieważ tak nam się podoba na niego mówić xd - Nasi goście specjalni już dotarli jak widzicie. Podzielę was na dwie drużyny i zagracie sobie 3 sety. Wygrany udaje się po treningu na poczęstunek, a przegrany zwija sprzęt. Na poczęstunek też idzie..ale to jak skończy pracę - Grześ jak zwykle pozytywnie. Nie ma co -.-
Dostaliśmy jeszcze 10 minut na rozciągnięcie się. 
- Ja chyba cię skądś znam.. - zamyślił się Igła wpatrując się we mnie, gdy wykonywaliśmy obok siebie siatkarski płot.
- Miałam przyjemność przeprowadzić z panem wywiad - uśmiechnęłam się promiennie.
- A tak, tak. To tobie co chwila zawieszał się dyktafon - olśniło go. Co do dyktafonu skomentuję tradycyjnie = JA JEBIĘ. - I żaden pan. Mów mi Krzysiek, Igła.. jak tam wolisz - puścił do mnie oczko - A tobie jak na imię? - zapytał.
- Liliana jestem. Lila, Lilka.. jak tam wolisz - powtórzyłam jego słowa na co on się zaśmiał. Pogawędziłam jeszcze chwilkę z Krzyśkiem, a po chwili przywołał nas trener i rozdzielił na drużyny.
- Ania, Michał Kubiak, Bartosz Kurek, Karolina, Ignaczak i ..- tu na chwilę zawiesił wzrok na mnie i na Agacie.
- Idź przodem, pomszczę cię - wypchnęłam Agatę lekko do przodu.
- Agata, zapraszam - dokończył Buszko widząc wręcz wyrywającą się Agę. Czujecie tę ironię?
 Ja znalazłam się w składzie z Winiarem, Zibim, Ziomkiem, Martą i Wiktorią. Spoko.
- Atakująca? - zapytał Zbyszek, który prawie na mnie wlazł, kiedy stanęłam na swojej pozycji, czyli przy prawej antence. Zajęłam jego pozycję? Och, przykro mi.
- Ej, wiem że nie jestem zbyt wysoka, ale patrz pod nogi - zgromiłam go. - Atakująca, atakująca - potwierdziłam.
- No nic, wynoszę się na lewy atak w takim razie - uśmiechnął się sympatycznie. Dziwne. Spodziewałam się, że mnie zbeszta. Chyba nie będzie z nim problemów.
Zaczęliśmy grę. Chłopaki wcale nie traktowali nas łagodnie. Wika, która stała na przyjęciu razem z Winiarem skarżyła się, że za chwilę odpadną jej ręce po zagrywkach Kubiaka. 
Akcja przy stanie 16:18, gdzie przeciwnicy mają prowadzenie. Zagrywa Kurek, Winiar przyjmuje, Ziomek wystawia do Zibiego, ale on uderza w aut.
- Tak jakby to my dziewczyny też tu jesteśmy - wymamrotałam pod nosem z przekąsem. Nie spodziewałam się, że Łukasz to usłyszy. A jednak. Mrugnął do mnie na znak, że jednak nas zauważa. Wow to może wystawi w końcu do mnie piłkę? Heloł!
Znów zagrywa Kurek, tym razem na Wikę, lekko. Ona przyjmuje bez problemu, Ziomal wystawia na prawą antenkę i .. oł yeah! Wychujałam blok. Tzn. obiłam.
- Taką atakującą to ja chcę w męskiej Reprezentacji! - krzyknął Igła po zdobytym przeze mnie punkcie.
- Nie doczekanie twoje - odezwał się w zazdrosny Zibi.
Zagrywa Marta. Igła wyciąga tą piłkę, a Anka wystawia do Kury. On atakuje, a ja z Winiarem skaczę do bloku. Nic z tego, zahaczył o nasze palce. 
- No jaa - mruknęłam. Winiar szybko to wychwycił i poklepał mnie po ramieniu.
- Wysoko skaczesz. Jest dobrze - błękitne spojrzenie Michała wpłynęło na mnie tak energetyzująco, że przy naszej kontrze wbiłam gwoździa. Moja specjalność <like a boss>.
"Gdybym nie był sobą, gdybym w mojej bitwie miał kogoś -
Czy bym wtedy zwątpił i wciąż stał?"
Seta wygrała Igłowa drużyna. O kolejnych dwóch setach nie będę się rozpisywała.
Drugiego przerypaliśmy z powodu błędów w przyjęciu. W trzecim zmietli nas kompletnie. 
- Naprawdę? - spytała Wiktoria patrząc na trenera błagalnym wzrokiem. Już każdy wiedział co nas czeka. No ale co, zabieramy się na sprzątanie.
- Powodzenia Lila - pomachał mi przed wyjściem Igła.- Widzimy się na melanżu przy grochówce.
"Potrafimy kochać i marzyć
Dlatego wszyscy jesteśmy zwycięzcami..."
- Nie śpij, bo ci dziecko podrzucą - zwróciłam się do Bartmana, który z przymkniętymi oczami wyłożył się przy bandach.
- To tak na moment. Jeszcze 5 minut mamo - odpowiedział usadowiając się wygodniej.
- Nie ma mowy. Proszę zająć się porządkami - wrzuciłam piłki do wózka, który stał obok.
Bartman podniósł szanowne cztery litery i zabrał się do pracy tak jak reszta.
Siatkarze, którzy nie grzeszą wzrostem zwijali siatkę. My, dziewczyny, zajęłyśmy się lżejszą robotą, czyli sprzątaniem piłek, butelek po wodzie i ręczników.
- Czekaj.. nie, to nie tak. Ała, kurde! Zbychu weź.. - dobiegł mnie głos Winiara. Odwróciłam się i moim oczom ukazał się Michał splątany w siatkę. Dokładnie jego noga. Wybuchłam śmiechem, a że jest dość specyficzny...
- Masz śmiech jak hamujący pociąg - stwierdził Zbyszek. Nie przejęłam się jego uwagą, gdyż już po chwili reszta dziewczyn miała ubaw z Winiarskiego walczącego z siatką.
- To nie jest śmieszne - powtarzał Michał.

Uświadomiłam sobie, że mamy dziś 13 października ; O 13 jest moją szczęśliwą liczbą. Od dziś bardziej w to wierzę. Poznałam kilka osób z Reprezentacji. Niektórzy są mniej fajni, niektórzy bardziej.. Dziś jest mój dzień ♥ 
________________________________________________________
Siema ; *

Rozdział pisany pod wpływem leków także rano pewnie z mojej strony będzie wielki facepalm. Żeby nie było, że coś ćpię to są leki na infekcję nerek. xd
Fajnie, że przybywa czytelniczek. 
Dzisiaj kupiłam w końcu Giga Sport z plakatem Możdżona, fuck yeah.
I zmieniam kolor pokoju na pomarańczowy. Będzie w barwach Jastrzębskiego *.*

Pozdrowienia z dusznego pokoju
             Buziaki dla was ; *

like a Igła and Zibi XD





czwartek, 8 sierpnia 2013

5 "Mecz na Podpromiu, rzuciłam czytanie, Bartosz kurek -.- , loveshit "

9 październik 2012, Rzeszów, park

Od tygodnia oficjalnie jestem atakującą Uniwersytetu Rzeszowskiego. Treningi mamy 2 razy w tygodniu. Dziewczyny miło mnie przyjęły i dogadujemy się. Na wychowanie fizyczne nie muszę już uczęszczać. 
Dzisiaj, w to niedzielne popołudnie wybrałam się z Gośką na spacer do parku. Ciepło ubrana maszerowałam alejką zbierając kolorowe liście.
-  Małgorzato, wybrałyśmy się tu dzisiaj, abym mogła oznajmić Ci wielce ważną rzecz - zaczęłam uroczyście.
- Brzmi tak, jakbyś miała na wesele prosić.
- Milcz jak do mnie mówisz..I nie przerywaj!
- Okey, okey.. - westchnęła moja przyjaciółka.
- Dnia 11 października na Hali Podpromie w Rzeszowie odbędzie się mecz Asseco Resovii Rzeszów, która zmierzy się ze Skrą Bełchatów. W ramach zajęć praktycznych studenci dziennikarstwa sportowego pierwszego roku będą mogli przeprowadzić wywiad ze wskazanym zawodnikiem obu drużyn - powiedziałam dumnie. - No, czyli ja wbijam tam za darmo, a dwie wejściówki daję tobie i Klaudii, która przyjeżdża jutro i idziemy na mecz. Fajnie, co?
- Pewnie, że fajnie. Muszę odpocząć od książek. A poza tym Klaudia umrze ze szczęścia. Fanka numer 1 tych całych Anatasijevigfhdkgfdkczów itp. - dziewczyna uśmiechnęła się. - Dziękuję!
- Nie dziękuj. Odrobisz w polu ! - już po chwili pożałowałam tych słów, bo znalazłam się w stercie liści. - Dziewczyno, co ty robisz? Pan od sprzątania pracuje w pocie chleba na kawałek czoła, a ty niszczysz jego pracę!
- Ciemno się robi. Wracajmy do domu mój osobisty zjarany Zbyszku - zarządziła Gośka pomagając wytaraskać mi się z liści.


10 październik, popołudnie, mieszkanie Lilki i Gośki

- Otwieram oczy i wita mnie muzeum wkurwień - powiedziałam wpatrując się w notatki. Już trzecią godzinę ślęczałam z Gośką nad książkami wkuwając materiał.
- Przedsiębiorca wykonujący działalność gospodarczą w zakresie wyrobu lub rozlewu napojów spirytusowych jest obowiązany spełniać..co spełniać? Nieee, nigdy tego nie zapamiętam - jęczała Gocha.
- Łoo, ciekawy temat widzę. "Przepisy regulujące wytwarzanie alkoholu i mówiące o jego szkodliwości" - wypowiedziałam na głos tytuł spoglądając na jej notatki. 
- Gdy przeczytałam o szkodliwości alkoholu, rzuciłam czytanie - wyszczerzyłam się.

           11 październik, hala Podpromie

Przez całą drogę na halę gadałam jak opętana, ale to normalne. Horror zaczął się, gdy już tam weszłyśmy. Klaudia z Gośką nie były w stanie przebić tego słowotoku.
Zazwyczaj bardzo dużo mówię. Nawijam, kiedy jestem zła, boję się czegoś, niecierpliwię się, jestem szczęśliwa, nudzę się...
- Ja muszę iść tam, obok kwadratu rezerwowych - wskazałam na miejsce, gdzie już zbierali się koledzy z roku. - Zobaczymy się po meczu, bawcie się dobrze.
Dziewczyny udały się na swoje miejsca, a ja dołączyłam do znajomych. Przyszłam ostatnia, a tłok był spory. Z trudem wcisnęłam się między Kamila i Marcina. Po kilku minutach pojawił się wykładowca 'komunikacji społecznej', dzięki któremu dziś tu jesteśmy.
- Lilka! Jesteś najbliżej wyjścia. Idź proszę do gabinetu masażysty i powiedz trenerowi Buszko, żeby już do nas dołączył. Pokaż im moja legitymację, wpuszczą cię - krzyknął wykładowca i  identyfikator profesora przewędrował przez kilkanaście rąk aż w końcu dotarł do mnie. Ruszyłam do gabinetu. Na Podpromiu odbywają się treningi Uniwersytetu, więc nie miałam problemu ze znalezieniem tego pomieszczenia. Na korytarzu pustka. Spoko. Nie muszę się nikomu tłumaczyć po co tu przyszłam ; p Zapukałam do drzwi z numerem 4 i weszłam do środka. Przeszłam przez niewielki pokoik i znalazłam się w kolejnym, nieco większym, pomieszczeniu. Podejrzewałam, że tam znajdę mój obiekt poszukiwań, ale niestety było pusto. Rozejrzałam się i wzruszyłam ramionami. Już miałam kierować się do wyjścia, gdy drzwi się otworzyły.
- O, dzień dobry. Pani zobaczy co z tym kolanem.. - powiedział wysoki chłopak.
- Yyy, słucham? - stanęłam jak wryta.
- Jeszcze czasem boli przy wyskoku - odpowiedział szatyn po czym usiadł na kozetce. - Nie ukrywam, że się śpieszę - dodał niemiło zniecierpliwiony moim nicnierobieniem. 
- Wie pan co, ja tu nie jestem od macania pańskiego kolana. Do widzenia - odparłam zdenerwowana zaistniałą sytuacją robiąc kilka kroków w przód.
- Tam są drzwi - chłopak spojrzał na mnie z politowaniem, gdyż obrałam zły kierunek.
-No, wiem - wyrzuciłam z siebie i czym prędzej powróciłam na halę.
Po drodze spotkałam trenera Grzesia, który prowadził konwersację z masażystą. Przekazałam wiadomość od profesora. A historię z gabinetu skomentowałam w myślach. Było to wielkie '' JA PIERDOLĘ ".
Mecz zakończył się wygraną drużyny z Rzeszowa. Kiedy nadszedł czas dla dziennikarzy dowiedziałam się, że zawodnikiem, z którym przeprowadzę wywiad będzie Krzysztof Ignaczak. Moja reakcja:


Rano ułożyłam w myślach kilka potencjalnych pytań, które miałam zadać. Teraz jechałam na spontanie, bo nie byłam w stanie sobie żadnego z nich przypomnieć.
Igła okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem i miło sobie pogawędziliśmy. Rozmawiałam z nim jak z kumplem, a nie jak z moim idolem, którego tak bardzo podziwiam. Taka szczęśliwa czułam się też wtedy, gdy zdobyłam z Gedanią Wicemistrzostwo Polski juniorów. Ale o tym może innym razem...
Podziękowałam Igle za wywiad i jak na skrzydłach wyparowałam przed halę, gdzie już czekały na mnie przyjaciółki. Klaudia była trochę zawiedziona przegraną Skry, a ja spoglądając na nią przypomniałam sobie sytuację z tym bezczelnym kolesiem. Mój zajebisty humor poszedł w cholerę. 
- A co ty taka przygnębiona? Wywiad się nie udał? - zapytała Gośka wychodząc na przywitanie.
- Nieee, udał się. Nawet bardzo - uśmiechnęłam się delikatnie wpatrując gdzieś przed siebie. - Z Krzyśkiem Ignaczakiem rozmawiałam. Myślę, że mam dobry materiał - odrzekłam i zaczęłyśmy kierować się w stronę auta.
- No, Lilka. To ci się trafiło - zagwizdała Gosia wyjmując z torebki kluczyki.
- Co cię męczy? Ducha zobaczyłaś? - Klaudia doskonale widziała, że coś mnie gryzie. 
- Nie, ducha nie - otworzyłam drzwi od samochodu - Bartka Kurka - powiedziałam pakując się na tylne siedzenia.
- CO?! CO TY POWIEDZIAŁAŚ?! O BOŻE? ON TUTAJ?! - z racji tego, że Kurek jeszcze nie dawno był zawodnikiem Skry Bełchatów Klaudia wręcz go wielbiła. Facepalm.
- Sama nie wiem co on tu robi. Szukałam trenera w gabinecie fizjoterapeuty, a on wbija jak do siebie i każe mi swoje kolano miziać. No chłopcze puknij się w czajnik!
- Gośka włącz klimatyzację! - Klaudia osunęła się na fotelu. - To ty z nim rozmawiałaś?!!! 
Droga do domu minęła nam na moim narzekaniu na zachowanie pana Zawora (tak na niego teraz mówię. No co, już go nie lubię) oraz ekscytacjach Klaudii, która była gotowa mnie zabić za to, że nie była na moim miejscu. Nie ma czego zazdrościć dzieffczynko. Aż wstyd się przyznać, ale kiedyś to Kurek był moim największym idolem. Potrafiłam godzinami zamęczać tatę żeby włączył mi nagrany na płytę mecz Skry, aby popatrzeć na jego grę. W tamtym momencie nie obchodziło mnie to, że nie trawię tego klubu. Od początku mojej przygody z siatką kibicowałam Jastrzębskiemu. A Gośka od czasu do czasu spoglądała w lusterko z miną 'WTF? Kim jest Bartosz Kurek?'. Pozdrawiam. I teraz ktoś kto był moim autorytetem okazał się zupełnie inny niż sobie wyobrażałam. Chyba to mnie najbardziej zabolało. Tak, to mnie zabolało...

"I hate everything about you"

- Kamil przyjedzie na weekend. Ale się cieszę - Gocha rzuciła się na moje łóżko, kiedy Klaudia już spała w jej pokoju.
- Okey. Nie mam nic przeciwko - przekręciłam się na plecy. Byłam ledwie przytomna, ponieważ przez kilka godzin szykowałam mój materiał (czyt. wywiad) do zaprezentowania.
- Widzę, że ktoś tutaj przykłada się do nauki. Studentka idealna - zironizowała.
- Skończyłaś? To wyjdź i zamknij drzwi - wybełkotałam chowając twarz w poduszce.
- Dobranoc - blondynka opuściła mój pokój gasząc światło.
- Kamil na weekend? Łeee - powiedziałam cicho do siebie. - Jedno wielkie loveshit.

Ty tak znasz się na miłości, jak Boczek z Kiepskich na diecie - odezwał się głos w mojej głowie xd
 ___________________________________________________________

 
Hey ; D

3 razy tak! Lila poznała Krzyśka ; ) ... i Kurka, ale nie przypadli sobie do gustu xd
Wkrótce reszta siatkarzy pojawi się w opowiadaniu. 
Przyznam, że mam już ogólny zamysł na całokształt, ale znając mnie jeszcze 50 razy mi się odmieni. 

Łapcie bohaterów, którzy dziś się pojawili:

Zawór
Igła


 

środa, 7 sierpnia 2013

4. "Mecz, udało się, smutam bo Jastrzębie przegrywa".

2 październik, Uniwersytet Rzeszowski

Dzisiaj jest mój dzień. Pokażę na co mnie stać. Udowodnię trenerowi, że potrafię grać w siatkówkę. 
Poranek minął mi szybko w miłym towarzystwie Kamila, z którym się zakolegowałam. Koleś ma niezłe jazdy. Na 'komunikacji społecznej' cały czas cisnął sucharami. Nie pytajcie o czym mówiła pani profesor, bo nie słuchałam. Przyznaję się bez bicia.
Na wychowaniu fizycznym zostaliśmy podzieleni na dwie drużyny. Dziwne było to, że składy były takie same jak wczoraj...
Mecz się zaczął. "Tutaj trzeba o każdy punkt walczyć i o każdy punkt „gryźć parkiet” ze wszystkich sił. Tutaj trzeba zawsze dawać z siebie wszystko."

z innej perspektywy, trybuny

- Ta szatynka w czarnej koszulce nieźle radzi sobie z zagrywką - stwierdził Andrzej Skolimowski, trener juniorów Asseco Resovii Rzeszów, kiedy Lila zdobyła punkt asem serwisowym. - Ale teraz pokaż mi tą, o której opowiadałeś...
- Jakby ci to powiedzieć.. ta szatynka w czarnej koszulce, która ma serię asów serwisowych to właśnie Liliana Wyrwał. 
"We watch it happen over there
And then just turn it off"

powrót do perspektywy Lilki

Trener Buszko zarządził 3 minuty przerwy, po niestety przegranym przez nas secie 23:25. Udało mi się zdobyć 4 punkty asami serwisowymi, ale przeciwnik okazał się lepszy.
- Słuchajcie, musimy dać z siebie wszystko. Mamy przewagę setową. Ten ostatni będzie nasz - zobaczyłam, że moja drużyna jest już zmęczona i nie zbyt pali się do gry. - Ludzie! Współpracujmy! Co się z wami dzieje? - zdenerwowałam się.
- Zmienili atakującego, z Wolkowskim nie mamy szans. Ty wiesz, że on gra już prawie zawodowo? - odezwał się Kamil upijając łyk wody.
- Ale nas jest szóstka, a u nich jeden Wolkowski. Trzymajmy się razem, nie poddawajmy się i grajmy w końcu jako zespół. To nie lekkoatletyka. Razem pracujemy na wygraną - starałam się zmotywować kolegów.
- Wygramy to. Razem - powiedziała Anka i wróciliśmy na parkiet.
Stałam na swojej pozycji, czyli przy prawej antence. Zaczynamy zabawę.
Zagrywają przeciwnicy, u nas perfekcyjne przyjęcie, niezła wystawa Anki do mnie i zbicie. Punkt dla nas. Zagrywa Kamil, dobre przyjęcie u rywali, świetna wystawa rozgrywającego na prawy atak i ... Wolkowski zablokowany przeze mnie i Marcina!
Gra toczyła się dalej, a emocje rosły. Prowadziliśmy 3 punktami i coraz bardziej się nakręcaliśmy. Kamil niedokładnie przyjmuje potężny atak Wolkowskiego, Anka wystawia do mnie i wykonuję siatkarskiego gwoździa. Taka tam odpowiedź, która prawie dosłownie wryła Wolkowskiego w parkiet. xd
Piłka meczowa dla nas. Marcin zagrał flotem, więc przyjmujący spokojnie odebrał zagrywkę. Dobre przyjęcie to i dobra kontra. Ale my wcale nie puszczamy tej piłki, przyjmujemy. Anka rozgrywa do mnie, a ja wykonuję plas. Udało się, wygraliśmy!

  " We must stand together
There's no givin in
Hand in hand forever
That's when we all win "

z innej perspektywy, trybuny

- Brawo, brawo. Wykonała plas. I po tym można poznać rasową atakującą - powiedział Skolimowski kiwając głową z uznaniem. 
- Andrzeju zapraszam cię na dół - Buszko i Skolimowski udali się schodami na parkiet, gdzie już studenci ustawili się w szeregu.

perspektywa Lili

- Pozwoliłem sobie zaprosić trenera juniorów Asseco Resovi Rzeszów na dzisiejsze zajęcia. Obserwowaliśmy waszą grę i przyznam, że spodziewałem się czegoś więcej po was, młodzi ludzie - trener nie ukrywał rozczarowania. Moje serce przyspieszyło do 35625314 uderzeń na sekundę, gdy poprosił, abym z Anką wystąpiła przed szereg. - Siatkówka jest grą zespołową. Nie ma miejsca na popisy. Cała drużyna odpowiada za wygraną lub przegraną - krzyknął. 
Cały czas utrzymywałam z nim kontakt wzrokowy. Chyba w tej chwili mnie zbluzgał, ale zawsze szanowałam trenera choćby nie wiadomo jak nas męczył.
- Są gracze, którzy starają się zabłysnąć kosztem innych. Są też gracze, którzy mogą poświęcić swoje zdrowie, statystyki dla kolegi z drużyny, bo wiedzą, że sami nie wygrają...To są prawdziwi siatkarze - trener Asseco spojrzał na profesora Buszko, a ten skinął głową na znak, że może dokończyć swoją wypowiedź. - I wy dziś udowodniłyście, że nimi jesteście. Witamy w uniwersyteckiej drużynie. Gratuluję - zakończył.

mieszkanie Gośki i Lilki, popołudnie
 
-Właśnie zostałam przyjęta do reprezentacji uczelni czy gorzej ze mną? - zastanawiałam się, gdy Gośka rzuciła się na mnie i zaczęła mnie przytulać. 
- Wiedziałam, że wszystko będzie dobrze! Lilka zobaczysz, jeszcze trochę i będę oglądać cię w zagranicznym żeńskim klubie, którego trenerem będzie nieziemsko przystojny Włoch.. - rozmarzyła się blondynka.
- Nie mów tak szczerze, bo ci uwierzę - pokazałam jej język.

Przebrana w wygodne ubranie oglądałam mecz Jastrzębski Węgiel vs Delecta Bydgoszcz. Moje ukochane Jastrzębie przegrało 3:1 i z racji tego zaczęłam rozmawiać z plakatem Jastrzębian, który zajął honorowe miejsce nad moim łóżkiem.
- Gadasz do siebie? Hahaha, ty jesteś nienormalna. Bez kitu - do pokoju wpadła Gośka zataczając się ze śmiechu.
- Bez kitu, to szyby z okien lecą - odpowiedziałam. - Jastrzębski przegrał, smutno mi kobieto - westchnęłam podkładając ręce pod głowę.
-  Na poprawę humoru zapraszam cię do kuchni na romantyczną kolację przy żarówce energooszczędnej.
- Jak miło - skwitowałam. - Nawet smażenie kotletów w twoim towarzystwie mnie uszczęśliwia.
Zaśmiałyśmy się i popędziłyśmy w stronę kuchni. Wieczór zleciał nam na przygotowywaniu kolacji, a następnie sprzątaniu, gdyż zrobiłam ogromny bajzel m.in. tłukąc jajka i wywracając miskę z posiekaną cebulą. Mimo wszystko było fajnie. Już jutro pierwszy trening z reprezentacją uczelni. Spoko, co to dla mnie. Oby tylko mnie zaakceptowali. 

____________________________________________________

Ciao bejbe ; *
Standardowo coś ode mnie. 
- jestem już po imprezie
- ale pograłam w siatkę , omnomnom
- oglądam w kółko Igłą Szyte z narodowego
- czekam na ME 

Miłego czytania. 
   Bye.





 

niedziela, 4 sierpnia 2013

3 "Resoviak na rynku, Ewrybradry, przecież mnie nie zjedzą, Wyrwał znów siatkarką?"

             Rzeszów, 30 września 2012, Uniwersytet Rzeszowski
Mężczyzna, który zaczepił mnie na korytarzu okazał się być tutejszym wykładowcą historii sportu. 
- Dzień dobry. Miło mi Panią poznać osobiście. - uśmiechnął się lekko.
- Dzie-eń dobry. Przepraszam, ale jestem zaskoczona, że Pan mnie zna. Zupełnie nie wiem skąd, dlaczego? - byłam zdezorientowana.
-Tak się składa, że mój dobry znajomy Arkadiusz Wojnar opowiadał o Pani. I to same superlatywy - Pan Arek był trenerem klubu w którym grałam jako licealistka 'Gedania Gdańsk'.
- W takim razie bardzo mi miło - miło? co ja gadam?! bajecznie! Jeśli trener Wojnar mówi o tobie coś dobrego to wiedz, że coś się dzieje.
- Uniwersytet potrzebuje takich ludzi, a w szczególności klub - puścił do mnie oczko i oddalił się w nieznanym mi kierunku.
Stałam chwilę oszołomiona. Czyżby Uniwersytet Rzeszowski miał stać się wkrótce klubem, którego barw będę broniła? Mi pasuje.
"You can try but you'll never forget her name.
 She's on top of the world"
- Tutaj jesteś! Wszędzie cię szukam - podbiegła do mnie zadyszana Gośka.
- No wiesz..zawieram nowe znajomości - uniosłam brew do góry.
- Ciebie spuścić na chwilę z oczu, aż strach się bać.
- Nie będę z Tobą konwersować, ponieważ egzystujesz w brodziku intelektualnym, który koliduje z moimi imperatywami, a poza tym nie rozumiesz idei koncepcji założeń! Więc dochodzimy do konkluzji, iż ewenement jest ewidentnym paradoksem konstruktywnej rekapitulacji skolidowanej na adekwatnych arkanach pryncypialnych - jestę studentę.
- Coś ci się zassało w mózgu. Jedźmy już do domu.

W drodze powrotnej zaproponowałam, abyśmy udały się na obiad do jakiejś restauracji. Padło na tą przy rynku. Usiadłyśmy na zewnątrz przy jednym ze stolików i oczekiwałyśmy na zamówienie.
- O Matko Boska Przenajświętsza ! - krzyknęłam szeptem, a moje oczy o mało co nie wyszły z orbit.
- Jezus Maria, co ?! - ach te zszargane nerwy mojej przyjaciółki.
- T-t-to Achrem! Olieg Achrem! - zakryłam usta dłonią. W końcu nie codziennie widuje się siedzącego dwa stoliki obok ciebie gracza Asseco Resovii Rzeszów.
- Nie znam. Kim on jest? - zapytała Gośka. Boże trzymaj mnie albo daj kamienia.
- On jest siatkarzem, którego zresztą jestem fanką. Zasięg 349 cm, przyjmujący. No i gra w Sovii, wiesz jak Klaudia ją uwielbia - powiedziałam na jednym wdechu.
- Na co czekasz? Idź po autograf.
- Nieee. Wstydzę się. Poza tym nie będę mu przeszkadzać podczas posiłku. Jeszcze weźmie mnie za jakąś pomyloną hotkę - wywróciłam oczami i zabrałam się za carbonarę, którą właśnie podał kelner.
Podczas obiadu wymieniłyśmy się z Gośką spostrzeżeniami na temat uczelni. Ona stwierdziła, że na roku ma porządnych ludzi, których już polubiła. Z kolei u mnie oprócz mnie jest tylko 7 dziewczyn. Faceci zdominowali ten kierunek. Mówi się trudno, ale chłopacy okazali się wyluzowani, więc będzie z kim pogadać na nudnych wykładach.

                              mieszkanie Lilki i Gośki, godz. 17:55

- Renata nie wygłupiaj się. Marek nie jest ciebie wart - właśnie opatrzyłam komentarzem odcinek "Dlaczego ja?". - Turlaj dropsa leszczu. Oszukałeś ją.
- Lila, co ty na to żebyśmy zaprosiły do nas Klaudię? - zapytała Gośka stając w drzwiach.
- Dla mnie bomba - uniosłam kciuk do góry.
- Super. W takim razie dzwonię.
Klaudię znam od drugiej klasy szkoły podstawowej. Poznałyśmy się na zajęciach muzycznych, na które uczęszczałyśmy co sobotę. Ja wytrzymałam piętnaście miesięcy, a potem rzuciłam gitarę w cholerę. Ona dziś studiuje na ASP w Warszawie. Potem w gimnazjum spotkałam Gośkę. Okazało się, że mieszka niedaleko Klaudii. Razem stworzyłyśmy trój osobową paczkę, która nosiła kryptonim "Ewrybradry" (z ang. Everybody). Z czasem uznałyśmy, że to wiocha i mówimy o sobie 'przyjaciółki', choć wcześniej uważałam, że to mainstreamowe... facepalm.

                                             godz. 22:00

Ubrana w pidżamę siedziałam na podłodze opierając się o łóżko i malując paznokcie.
- Nie śpisz jeszcze? -do pokoju weszła Gośka. - Szłam do łazienki i zobaczyłam zapalone światło.
- Za moment się kładę. Trzeba spać, żeby jutro wcześnie wstać - zarzuciłam rymem niczym Eminem.
- Denerwujesz się? Wiesz, w końcu jutro pierwszy dzień w nowej szkole - blondynka usiadła na brzegu łóżka.
- A gdzie tam. Przecież mnie nie zjedzą - odparłam pewna siebie i zaczęłam chuchać na paznokcie, aby przyspieszyć proces wysychania.
- Nie byłabym tego taka pewna. Niektórzy chłopacy tak właśnie na ciebie patrzyli - zaśmiała się.
- O głupoto, bądź pozdrowiona - wzniosłam ręce ku niebu. - Kłamiesz.
- Nie, mówię prawdę. Gapili się jak łysy na grzebień. 
- No chyba nie.
- Wiesz co, jesteś głupia, ale chociaż ładna - Małgorzata dźgnęła mnie palcem w ramię. Nie pozostałam dłużna. Już po chwili płakałyśmy ze śmiechu tarzając się po dywanie. 
- Dobra, wait, stop. Ogarnijmy się - podniosłam się z dywanu i poprawiłam włosy.
- Idę sobie. Niech przyśnią ci się siatkarze na czele z Ignaczakiem - podśmiewując się rzuciła na odchodne dziewczyna.
-Ha i dziękuję bardzo! A tobie ten..jak on miał? - udałam, że nie potrafię przypomnieć sobie nazwiska idola Gośki. - Robert Par..Patr..Parkinson? 
- Nienawidzę cię - rzekła z udawanym oburzeniem blondynka. 
- Też cię kocham.


                                     "This girl is on fire"

  
1 październik , godz. 8.00

Obudziły mnie promienie słońca przedostające się przez zasłonę. Przeciągnęłam się i wyszłam do łazienki, aby przygotować się do wyjścia.
Ubrałam się, zjadłam szybkie śniadanie i wraz z Gośką opuściłyśmy mieszkanie. Dobrze, że Uniwersytet nie jest daleko od domu. Jazda autem zajmuje nam 10 min. Droga pieszo ok. 30 min. 
Po dotarciu na miejsce oznajmiłam przyjaciółce, że wrócę sama, gdyż mamy zupełnie inny plan zajęć. Pożegnałyśmy się, a następnie ruszyłam w stronę sali wykładowej. Udało mi się zająć miejsce obok niewysokiego bruneta. Miły facet. Zaczyna mi się podobać..szkoła ofkors.
Zajęcia zaczęłam od historii sportu, potem miałam język angielski, naukę o komunikowaniu, aż w końcu nadszedł czas na wychowanie fizyczne.
- Witam was drodzy studenci. Nazywam się Grzegorz Buszko i będę prowadził zajęcia WF. Chciałbym poznać was na początek od strony sportowej, więc dziś zagracie mecz siatkówki. Widzę przewagę chłopaków, ale myślę, że dziewczyny doskonale sobie poradzą. A teraz rozgrzewka! - mężczyzna klasnął rękoma, aby zachęcić nas do biegania. Rozciągaliśmy się i staraliśmy się ze sobą rozmawiać choć jeszcze dość nieśmiało.
Trener sam stworzył dwa składy. Ja znalazłam się z czterema chłopakami i jedną dziewczyną Anią, która zajęła pozycje rozgrywającej. Mi przydzielono atak. Przypadek? Wątpię.
- Hej! - krzyknęłam w stronę Anki, aby wystawiła mi piłkę. Niestety rozegrała na lewe skrzydło i zbicie wykonał Marcin. Punkt dla nas.
Gra toczy się dalej. Prowadzimy jednym punktem w pierwszym secie. Zagrywka Wojtka, perfekcyjne przyjęcie Kamila do Anki, wystawa do mnie i atak z prawej antenki. Udało się. 
- Woow! Dziewczyno! Gdzie ty się nauczyłaś tak grać? - spytał Kamil.
- Tu i tam - odpowiedziałam lekko speszona i skupiłam się na grze.

                                       popołudnie, dom Lilki i Gośki

- Hej, hej. Już jestem! - dałam znać wchodząc do mieszkania.
- Okey. Ale wbijasz jak bomba na Hiroszimę. Ciszej plis - do korytarza weszła Gośka zajadając się batonem. - Jak tam?
- Hmm..chyba ujdzie - lekko się skrzywiłam. Zabrałam torbę do pokoju i weszłam do kuchni w celu przygotowania posiłku.
- Co się stało? - przyjaciółka wlepiła we mnie wzrok.
- Na zajęciach sportowych trener dziwnie mi się przyglądał. Jakbym ciągle robiła coś źle. Nawet, gdy wykonałam atak po skosie wywołując tym zachwyt w drużynie nie zmienił tego groźnego wyrazu twarzy - rozłożyłam bezradnie ręce.
- Przecież jesteś dobra. Na pewno nie chodziło o słabą grę. Zawsze mogę się tam do niego przejść i opowiedzieć kim jest Lila Wyrwał. Wicemistrzyni Pol...
-Haha, Dzięki Gosia - przerwałam jej i uśmiechnęłam się delikatnie. Zawsze zawstydzam się, kiedy ktoś prawi mi komplement. - W każdym razie to były dopiero pierwsze zajęcia. Jutro postaram się grać na szczycie swoich możliwości. Ale teraz ty opowiadaj! - zachęciłam blondynkę i z nogami wyłożonymi na krzesełku pałaszowałam kukurydziane płatki.

„Nie ten przyjaciel, kto współczuje, a ten kto pomaga.”
__________________________________________________________


Cześć ; D
Nuda, nuda...ale po weekendzie wybieram się na imprezę do przyjaciółki. Nie pobaluje zbytnio, gdyż z pewnych przyczyn losowych nie powinnam ; /
Ale nie smęcę dłużej i życzę miłego czytania. 

Opowiadanie celowo pisane jest w luźnym stylu. Dialogi mogą zawierać dużo humoru, ponieważ założeniem jest wywołaniem uśmiechu u odbiorcy. 

Zastanawiam się nad usunięciem. Nie wiem, czy osoby obserwujące to czytają...
Liczę na ujawnienie się tych ukrytych czytelniczek ; ) Świadomość, że nie wiem dla kogo to piszę jest demotywująca.

piątek, 2 sierpnia 2013

2 "Mieszkanie na Jaracza, Uniwersytet Rzeszowski, czikłaczento i co zrobiłam, że znają mnie aż w Rzeszowie?"

Rzeszów, 29 września 2012, godz. 08:30

Ze snu wyrwał mnie głos Małgosi, która starała się mnie dobudzić. W pierwszej chwili nie miałam pojęcia, gdzie się znajduję, ale już po chwili uświadomiłam sobie, że chyba dotarłam do Rzeszowa.
- Lila obudź się. Musimy wysiadać.
- Okey, już się się zbieram. W końcu koniec podróży, nienawidzę pociągów - podsumowałam jazdę tocząc za sobą walizkę, kolejną niosąc w ręku, a na ramieniu mając przewieszoną torbę. Przedzierałam się do wyjścia, a to nie było łatwe. Końcówka września, a nadal bardzo ciepło. A w lipcu ciągle padało...Eh, Polska.
- Witaj Rzeszów - rzekłam teatralnie wykonując banana na twarzy, kiedy postawiłam pierwsze kroki na stacji kolejowej.
- Chodź po taksówkę, musimy dostać się do mieszkania. Jaka to właściwie była ulica? - Gośka zaczęła zastanawiać się przewracając energicznie kartki w notesie. Szukała adresu.
- Ul. Jaracza 129 m. 16 - odparłam spokojnie.
- Słucham?!
- Co ty głucha jesteś? Zainwestuj w krople jakieś. - Małgorzata i ta jej perfekcyjność. Mam tylko nadzieję, że po sprzątaniu nie będzie robiła testu białej rękawiczki. W co ja się wpakowałam. Oł maj gasz O.O
- Mogłam nie powierzać ci sprawy wynajmu mieszkania. Dlaczego akurat ul. Jaracza?
- A to akurat tak przypadkiem - machnęłam ręką. - Szukałam czegoś blisko Uniwersytetu i pacze a tu o, 129m. 16. 16! Rozumiesz?! 16!! Nie brzydkie, tanie, trzeba brać.
- I co z tego, że 16? - Gośka spojrzała na mnie jak na debila. Praktycznie patrzy tak cały czas, ale teraz to już przesadziła.
- Jezu, dziewczyno. Mów do ręki - przytknęłam jej dłoń do twarzy, a następnie wyjaśniłam. - Krzysiek Ignaczak gra z numerem 16, nasz libero, kojarzysz nie? - odparłam, jakby to było najoczywistszą rzeczą na świecie.
- No tak. Twój siatkarz, twój ideał siatkarza, ten człowiek, który ...
- Spierdalaj, a teraz chodź - musiałam przerwać jej ten teatrzyk. Nikt nie będzie nabijał się z moich idoli. Amen. I z mojej obsesji dotyczącej siatkówki również. Amen po raz drugi.

Rzeszów, 29 września 2012, mieszkanie Lilii i Gośki, godz.09:14

-Dobre łóżko nie jest złe -  usiadłam na materacu, który lekko zapadł się pod moim ciężarem. - Ups, chyba jednak nie.

Wypakowanie naszych rzeczy i urządzenie mieszkania zajęło nam cztery godziny. Podczas pracy nie obyło się bez wygłupów. Nawet ktoś taki poukładany jak wielmożna pani Małgorzata O. potrafi się bawić, o proszę.
                           
                                                  wieczór

Oglądałam właśnie powtórkę z finału Ligii Światowej, kiedy ktoś zaplanował na mnie zamach.
- Aaaaa! Oślepłam, ratunku! Czy na pokładzie jest lekarz? - zaczęłam lamentować, a po chwili pozbyłam się z twarzy koszuli, którą rzuciła we mnie Gośka.
- Jutro inauguracja. Rozpoczęcie roku szkolnego. Heloł, Ziemia do Liliany. Samo się nie wyprasuje - odpowiedziała blondynka. - Co tam znowu oglądasz?
- "Przestrzelił, przestrzelił Stanley!" - wykrzyknęłam równo z komentatorem  podskakując na łóżku.
- A, siatkówkę - odpowiedziała znudzona Gośka.
- Popatrz, a za chwilę Kurek zostanie MVP, Bartman najlepszym atakującym, Igła najlepszym libero, a Możdżon 'the best blocker' - poruszałam znacząco brwiami, po czym powróciłam do ekscytowania się meczem, który znałam już na pamięć, a przeżywałam wszystko tak, jakby to była transmisja na żywo.
- Ty chyba miałaś bombę w kołysce - dziewczyna przyjrzała mi się dokładnie.
- Mamy medala, Polacy mamy medala! - zaczęłam śpiewać razem z naszymi reprezentantami, a następnie wybiegłam do kuchni po coś do picia.
 Bo każdy prawdziwy kibic widząc to ma w oczach łzy szczęścia. <click>


Leżałam na łóżku i nie mogłam zasnąć. Po długich próbach udało mi się. W nocy śnił mi się tata. Był taki uśmiechnięty jak wtedy, gdy podczas powrotu z treningów opowiadałam mu z przejęciem o czekających mnie meczach, o nowym trenerze, który bardzo nas męczy oraz o nadchodzących rozgrywkach. Po przebudzeniu się rano uśmiechnęłam się do siebie.                                
"There's only one life
It's right here, it's right now"
 Ubrana w to <click>   wyszłam z mieszkania i udałam się na parking, gdzie czekała na mnie Gosia. Jej auto bezpiecznie dotarło lawetą co umożliwiło sprawniejsze poruszanie się po mieście, a w chwili tej na Uniwersytet Rzeszowski.
-Nowe perfumy? - zapytałam po znalezieniu się w aucie . "W aucie" - ilekroć to usłyszę to przed oczami mam obraz Zibi dance w autokarze. Mother Of God.
- To odświeżacz powietrza - zgromiła mnie spojrzeniem.
- Keep calm and go to neverland by czikłaczento Andrzeja! - wspominałam, że jestem nienormalna? Nie? Zupełnie wypadło mi to z głowy.
- Ej, skończ nabijać się z tego auta.
- Czikłaczento to nie auto, to stan umysłu - kocham denerwować ludzi.
Co śpiewałam przez całą drogę? "Nie wchodź mi tu ey z brudną podeszwą, bo mam nowe dywaniki kupione w Tesco". Pozdrawiam dwóch panów, którzy słuchali tego w oczekiwaniu na zielone światło.

Uniwersytet do brzydkich nie należy, ludzi jest sporo, a najważniejsze to wykwalifikowana kadra i ,tutaj moje zaskoczenie, drużyna siatkarska wcale nie najsłabsza : D Może uda mi się tam jakoś wkręcić, przecież mam obowiązkowe zajęcia sportowe, więc będę mogła się wykazać. Byłoby super. Ciekawe tylko, czy jestem wystarczająco dobra, żeby zostać zawodniczką tego teamu...

- Pani Wyrwał? Pani Liliana Wyrwał? - zaczepił mnie jakiś mężczyzna w okularach, gdy rozglądałam się po korytarzu za Gosią. 
- Ta-ak. - byłam zaskoczona, skąd on może mnie znać? o.O
"Nobody really knowin' which is flowin' a moment
That can't be gone and admit it
So you gotta give heart
Never be timid
"
______________________________________________________________________________
Siema ;*
Wydaje mi się, że rozdział o klasę wyższy od poprzedniego, ale jak wspomniałam tylko mi się tak wydaje ...
Główna bohaterka zadomawia się w Rzeszowie, ale to dopiero początek ; >
Ciekawi jesteście kim jest gościu, który zaczepił dziewczynę na Uniwerku?
Dowiecie się w kolejnym rozdziale. Dodam tylko, że może trochę zmienić losy 
Lilki ;  )

  Siatkarze są już w Spale i zaczynają ciężkie treningi. 

Popatrzcie co Andrea ma do powiedzenia o Igle: 

"Bo Igła to najlepszy człowiek na świecie. Są tacy, co nie lubią takich gaduł jak Krzysiek, a ja po prostu go kocham. Wszyscy wiedzą, że Włosi uwielbiają ciągle gadać i dlatego Ignaczak to moja bratnia dusza – śmieje się trener reprezentacji Polski." / o ja ciebie , poryczałam się *.*

Trzymajmy kciuki za chłopaków. ME nakurwiajcie ;D


 + komentujcie, obserwujcie, podawajcie adresy swoich blogów
Arrivederci.